Relacja z wycieczki po Europie - 2009.
RSS
czwartek, 24 września 2009
Eurotrip 2009 - podsumowanie

"Podróż przecież nie zaczyna się w momencie, kiedy ruszamy w drogę, i nie kończy, kiedy dotarliśmy do mety. W rzeczywistości zaczyna się dużo wcześniej i praktycznie nie kończy się nigdy, bo taśma pamięci kręci się w nas dalej, mimo że fizycznie dawno już nie ruszamy się z miejsca. Wszak istnieje coś takiego jak zarażenie podróżą i jest to rodzaj choroby w gruncie rzeczy nieuleczalnej."

Ryszard Kapuściński


Krótko na temat:


Podsumowując - genialny wyjazd. Momentami chcieliśmy już teleportować się do kraju, ale po wszystkim doceniam smak każdej chwili. Super, że nam się udało zobaczyć aż tak dużo nie wydając przy tym ogromnych pieniędzy i mieszcząc się w czasie. Był czas na leniuchowanie, podróżowanie, zwiedzanie i imprezowanie - wszystko w pigułce. Taka wycieczka to oczywiście nie jest "all inclusive", ale polecam każdemu i zapraszam do podróżowania z nami. Teraz niestety ochładza nam się pogoda, a niskie temperatury nie sprzyjają stopowaniu i nocowaniu w namiocie, ale na wiosnę z pewnością w możliwych przerwach będziemy coś kombinować. Nawet kilkudniowe wypady w jedno konkretne miejsce (jak Praga czy Amsterdam) mogą być super, a przy okazji można zaoszczędzić na transporcie, a kaskę przeznaczyć na coś innego... Sasasa...


Dane statystyczne:

przejechany dystans: 5400 km
liczba państw, przez które przejeżdżaliśmy: 10
państwa, przez które przejeżdżaliśmy: Polska, Czechy, Austria, ochy, Francja, Monako, Hiszpania, Belgia, Holandia, Niemcy
liczba stopów: 26
ciekawe stopy: 2 x cygańska ciężarówka; dwie bułgarskie prostytutki; ksiądz z Francji; czeski żołnierz; Polinezyjczyk służący we francuskiej armii
inne rozwiązania:
pociąg San Remo - Ventimillia - Monte Carlo - Cannes
bus Amsterdam - Warszawa


Trasa:

KLIKNIJ TUTAJ, ABY WYŚWIETLIĆ MAPĘ PRZEJAZDU

Grodzisk Mazowiecki -> Cieszyn -> Praga -> Brno -> Mikulov -> Wiedeń -> Graz -> San Remo -> Monte Carlo -> Cannes -> Montpellier -> Canet -> Collioure -> Portbou -> Paryż -> Amsterdam -> Grodzisk Mazowiecki



Galeria:




Przy oglądaniu zdjęć polecamy nasz wyjazdowy utwór:

Cidinho & Doca - Rap Das Armas



Na koniec - dziękujemy Wam wszystkim za doping przed monitorem, czytanie i komentowanie postów. Naprawdę milej zaglądało się na blog i pisało kolejne sprawozdania. Dzięki też wszystkim, którzy pomogli w podróży - czy bezpośrednio czy też wspierali zdalnie dostarczając informacji. Dzięki piękne oczywiście również dla rodziców (i dla Rolka ^^) za przyfinansowanie wyprawy.

Pozdrawiamy,
R&R.

PS. Piwa piliśmy najróżniejsze, ale za niczym chyba tak nie tęskniliśmy jak za polskim Żywcem... :)
15:38, nikolai.urtajew
Link Komentarze (3) »
24.09.09 - Nie każde piwo to Żywiec.
No i po wycieczce. W 29 dni objechaliśmy kawałek Europy, zobaczyliśmy wiele miejsc, poznaliśmy ciekawych ludzi i przekonaliśmy się na własnej skórze, że stopem można podróżować.

Amsterdam jest piękny. Klimat miasteczka nad kanałami, zalane rowerami, pełne pogodnych ludzi, a jezykiem angielskim posluguje sie cale spoleczenstwo. Naprawdę super.

Właśnie odwieźliśmy Roberta i wszedłem do domu. Z Amsterdamu wyjechaliśmy wczoraj ok. 20 busem.

Wieczorem albo jutro zrobię obszerniejszą relację z całego wyjazdu, wrzucę wszystkie zdjęcia w normalnej rozdzielczości, zamieszczę dokładną naszą trasę na mapie i inne tego typu rzeczy. Ale to jak odpoczniemy...

Do zobaczenia na piwie!

12:17, nikolai.urtajew
Link Komentarze (2) »
niedziela, 20 września 2009
20.09.09 - Nastepny przystanek - Amsterdam
Na wstepie chcielibysmy baaaardzo podziekowac Meczkowi, Irence i Piotrkowi za mile przyjecie, opieke i swietne wspolne spedzanie razem czasu, jak i pomoc w poznaniu Paryza! Dzieki!

Ruszamy dalej. Przenosimy sie 500km na polnoc, bluzy sie przydadza. Wczoraj Meczek wpadl na genialny pomysl. Postanowili z Piotrkiem sie dolaczyc i... jada z nami do Amsterdamu! Troche wiec oszukamy system i jedziemy samochodem spod samego domu. Amsterdam na nas czeka. Odezwiemy sie stamtad! Pozdrawiamy!

R&R.
07:19, nikolai.urtajew
Link Komentarze (2) »
czwartek, 17 września 2009
17.09.09 - Paaaaaaaaris...
Lalalila... Paryz jest fajny, o!

Pierwszego dnia zwiedzania troche polazilismy. Naszym przewodnikiem byla znajoma mojej rodzinki - Karolina. Jestesmy bardzo wdzieczni za pomoc.

Zaczelismy od cmentarza Père-Lachaise, gdzie pochowani sa miedzy innymi Jim Morrison, Fryderyk Chopin, Edith Piaf czy Oscar Wilde. Nastepnie Karolina zaprosila nas do swojego mieszkania, wypilismy kilka lampek wina i ruszylismy dalej. Przeszlismy przez Bastylie, obok ostatniej gilotyny. Przeszlismy przez dzielnice zydowska (teraz upodobana przez gejow), zjedlismy po zydowskim falafelu (smaczne) i doszlismy pod katedre Notre Dame. Wdluz Sekwany i Luwru doszlismy w okolice Wiezy Eiffla. Tam wstapilismy do kumpla Karoliny - francuza Filipa. Jak udalo nam sie wdrapac na 6-7 pietro kamienicy, widok z dachu na Wieze Eiffla byl naprawde niesamowity. Cwierclitrowe Heinekeny dodawaly uroku. Krotka sesja zdjeciowa tam, jak i pod sama wieza i pojechalismy na Sacre Coeur. Stamtad wrocilismy do mieszkania. Pospacerowalismy jeszcze po osiedlach pod Paryzem (maja klimat) i palulu...

Nastepnego dnia dlugo pospalismy, a wieczorem pojechalismy na POMa (Powolny Objazd Miasta) po Paryzu. Pokrecilismy sie po knajpach, zjedlismy greka. Bylismy na Polach Elizejskich, jezdzilismy wokol Luku Triumfalnego (najglupsze skrzyzowanie Swiata). Warty wspomnienia jest Lasek Bulonski - mijesce schadzek transwestytow. Kurde, chlopaki naprawde sa zrobieni na fajne laski i lataja z golymi cyckami. Swiry straszne, ehh.

Planujemy zrobic sobie jeszcze typowe Paris by night, przebalowac cala noc i ruszymy na Amsterdam. Czas nam sie nieublaganie konczy, trzeba sie jeszcze przed studiami pobadac, a tutaj wszystko tak szybko plynie...

R&R.


Standardowe zdjecie z Paryza.


Karolina i Robert na Sacre Coeur.


Dach kamienicy z widokiem...


Notre Dame.
13:51, nikolai.urtajew
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 14 września 2009
14.09.09 - Paris, je t'aime!

Paris, Paris. Przedwczoraj bylismy w Hiszpanii, co prawda tylko liznelismy, ale alkohol maja taniej niz w Polsce. Przynajmniej przy granicy. Nie mielismy pomyslu na zakup i padlo na 85% Absynt. Jak skoncze antybiotyk, to powiem jak bylo, Robert poczeka.

Teraz wlasnie przyjechalismy do Paryza, calkiem niezle, gdyz prawie 1000km zrobilismy w 2 dni. Przybylismy do mojej rodzinki - co i jak napiszemy pozniej...

:*

16:36, nikolai.urtajew
Link Komentarze (4) »
sobota, 12 września 2009
12.09.09 - Canet
Ekhhm... Ciężko. Nie pisaliśmy długo, gdyż dopadła mnie angina (paskudne choróbsko). 39 stopni gorączki przy 30 stopniowych upałach – ble, po prostu zdychałem. Byliśmy u francuskiego lekarza, dostałem jakiś antybiotyk i po dwóch dniach jest już dużo lepiej – co prawda gardziołko boli, serce się kruszy na widok alkoholu, którego nie można zasmakować, ale przynajmniej gorączka już tak nie doskwiera. Muszę pochwalić Roberta. Opiekował się mną zupełnie jak polskie pielęgniarki – miał mnie gdzieś. Może tylko trochę przesadzam... :)


Tyle o chorobie. Ostatni raz pisałem jeszcze z campingu z Cannes. Tamtego dnia 9 godzin staliśmy na wylotówce i... nic. Jedna dziewczyna podrzuciła nas ok. 800m w lepsze miejsce i faktycznie po paru minutach zatrzymała się mamusia z dwiema 20-letnimi córeczkami. Niestety nie było możliwości zapakowania się z naszymi bagażami do już zresztą załadowanego Fiata Punto. Oj tak, żałowaliśmy bardzo. Potem wiele godzin cisza, choć robiliśmy przy drodze niemal wszystko, żeby zwrócić na siebie uwagę. Na noc więc wybraliśmy sobie rondo przy wyjeździe, było ładnie otoczone krzaczkami i nikt się tam nie kręcił. Rozstawiliśmy nawet namiot, ale wypatrzyło nas kilku beżowych nastolatków i uznaliśmy, że nie będzie tu najbezpieczniej. Ruszyliśmy na plażę oddaloną o ok. 2 km. Dla mnie miejsce mistrz – piękny widok, obok kilku wędkarzy, więc bezpiecznie, szum fal. Robert jednak nie był zbyt ufny i postanowił sobie budzik ustawiać co 30 minut oraz spał z gazem pieprzowym w ręku. Jak opowiadał rano – w nocy przebudził się i ujrzał biegnącego w jego stronę z odległości ok. 30m – dużego murzyna. Oczywiście gazu nie mógł znaleźć, a przed oczami miał już całe życie. Okazało się, że to miejscowi sprzątacze, a osobnik o ciemnej skórze biegł do kosza na śmieci, nieopodal którego się rozbiliśmy. Biedny Robert.


Następnego poszliśmy na stację miejscowego PKP z zamiarem nabycia biletów do Marsylii, jednak bilety po 70zl za osobę zniechęciły nas i wróciliśmy w nasze miejsce łapania stopa. Było już lepiej. Tego dnia co prawda przejechaliśmy może jakieś 130km, ale czterema stopami. Pierwszy zabrał nas Niemiec pracujący w pobliżu Cannes od miesiąca jako stolarz, wywiózł nas na stację przy autostradzie. Tam chwilę się zdrzemnęliśmy i znów zaczęliśmy łapać. Udało się. Złapaliśmy dwie bułgarskie prostytutki – były niezmiernie miłe. Podrzuciły nas kilkanaście kilometrów i dały butelkę wody. Wysiedliśmy na zjeździe do St. Tropez i zastanawialiśmy się chwilę czy nie pojechać jednak, ale zrezygnowaliśmy. Złapaliśmy tam chłopaka, który jechał z ojcem do Aix-en-prov. Mili ludzie, fajnie się gadało, no i zrobiliśmy trochę kilometrów. Wysadzili nas przy wyjeździe z miasta, kiepskie miejsce trochę, ale po ok. 2-3 godzinach udało się złapać francuskiego księdza. Nie rozmawiał niestety po angielsku, a my nie rozmawialiśmy po francusku, ale jakoś udało się dogadać i ten dzień skończyliśmy na dużej stacji benzynowej przy autostradzie. Robert twierdzi, że to jego najwygodniejsza noc, choć mi wydaje się, że niczym się nie rożniła od poprzednich. Ciekawy przekrój tego dnia – dwie prostytutki i ksiądz.


Następnego dnia dość wcześnie złapaliśmy transport. Zatrzymał się pochodzący gdzieś z Polinezji, służący we francuskiej armii – Ludovic (niestety jego oryginalnego imienia nie pamiętam, a to jest jego francuskie). Po angielsku mówił – „a little bit”, ale udało nam się trochę porozmawiać. Równy facet i słuchał Black Eyed Peas. Wywiózł nas jakieś 170km – do Montpellier, gdzie chcieliśmy dotrzeć i podrzucił nas nawet pod sam camping. Niestety odjechał nim zorientowaliśmy się, że camping jest zamknięty i musieliśmy wracać do centrum miasta busem. Montepellier to piękne miasto, bardzo dużo młodzieży, świetne stare centrum i wygodna komunikacja miejska. Mają dwie nowoczesne linie tramwajowe, którymi bardzo wygodnie podróżuje się po mieście. Władze miasta mają jednak problem z cyganami. Jest ich pełno właśnie przy przystankach i w samych tramwajach. Zaczepiają ludzi i oczywiście chcą parę euro, ale nie są tacy smutni jak ci u nas. Biegają, skaczą, śmieją się, pomagają kupować bilety, wynieść bagaż. Uznaliśmy, że robią przy tym świetną kasę i sami zastanawialiśmy się czy nie zostać parę dni i nie popracować jako cyganie. W informacji turystycznej dowiedzieliśmy się o czynnym campingu i tam ruszyliśmy. Spędzieliśmy tam noc, nic specjalnie ciekawego się nie działo – poznaliśmy jedynie dwie belgijki, które również miały zamiar dojechać tutaj stopem, ale po przejechaniu 200km wsiadły w TGV i na tym się skończył ich autostop.


Następnego dnia udało nam się dostać pod Perpignan (konkretnie Cannet). Niedaleko granicy Francji z Hiszpanią. Spędziliśmy jeden dzień nad basenem, po południu byliśmy w Collioure (śliczne małe miasteczko), potem zdążliśmy się trochę podpić, a w nocy złapała mnie już wysoka gorączka, ale o tej już pisałem. Fajny camping, ale z jego uroków raczej korzystał Robert – wreszcie mógł coś przykoksować, gdyż jest tutaj i siłownia. Pograliśmy też trochę w tenisa. Robert oczywiście na śniadanie zjada butelkę wina, więc jest mi troche przykro, że musi sobie z tym radzić sam, ale niestety kuracja antybiotykowa na razie nie zezwala mi na takie rozkosze. Dziś jak się uda podjedziemy do Hiszpani, do jakiegoś niewielkiego miasteczka przy granicy, aby choć liznąć Espanii. Do Barcelony niestety nie damy rady, choroba trochę pokrzyżowała nam plany. Prawdopodobnie jutro, może pojutrze (zależy od mego stanu zdrowia) wyruszymy zdobywać Paryż. Tam mamy zamiar odwiedzić mojego wujka Meczka i jeśli trafimy na weekend - przy jego pomocy zobaczyć Paryż. Wtedy zobaczymy jak bardzo źle wyglądamy finansowo i zdecydujemy co dalej – czy kierujemy się na Amsterdam czy na Warszawę – we will see. Nie ma co planować.


Pozdrawiamy gorąco, tutaj nadal jest pod 30 stopni. Ptaszki ćwierkają, że w ojczyźnie już jesień. Bardzo nam miło, że udało nam się ją oszukać na kilka dni. Niebawem jednak będziemy się kierować na północ i nieubłagalnie zbliżać się do zimniejszych klimatów.


R&R.

.

9 godzin w Cannes.

aa

Aix-en-prov.

dd

Romantycznie, prawda? Collioure.

...as

Taaaka jesień!

13:19, nikolai.urtajew
Link Komentarze (3) »
sobota, 05 września 2009
05.09.2009 - The show must go on.
Ehh... Lecimy dalej. Pakowanie przychodzi z ciezkim trudem, ale w pogoni za sloncem kierujemy sie dalej na zachód. Kolejnym planowanym przystankiem jest Cassis pod Marsylia. Postanowilismy zrezygnowac z St. Tropez. Kilka poznanych osob, wrecz nakazywalo zobaczenie Cassis, wiec nie mamy wyboru. Poznalismy na campingu paru bardzo fajnych Polakow. Szczegolne pozdrowienia i podziekowania dla Gosi i Jarka! Milego objezdzania Francji wzdluz i wszerz. Poznalismy rowniez dwie Holenderki, bardzo przyjemne. Zjedlismy bardzo smaczny (wreszcie cieply) obiad z grilla razem z ich rodzicami, popijajac male Heinekeny z przyszlym tesciem Robcia - przy okazji gosc ma swietne poczucie humoru, sikalismy ze smiechu. Mamy wiec obiecane oprowadzenie po Amsterdamie. Ruszamy w droge, ha!
11:12, nikolai.urtajew
Link Komentarze (6) »
czwartek, 03 września 2009
09.2009 - Spaleni innym sloncem!
Kurcze, przypieka nas tutaj troszke. Rozleniwilismy sie, az nie chce mi sie myslec o noszeniu kilkunasto kilogramowego plecaka na poparzonych barkach. Nie ma nawet gdzie sie chowac przed sloncem, super! Basen, piwo, wino, basen, piwo... We are still in Cannes. Cote d'Azur! Jutro jednak chyba uciekamy dalej wzdluz wybrzeza, taki tour de (south) France. Dalej zamierzamy zobaczyc Barcelone oraz Andore, potem chwile posiedziec pod Perpignan i ruszyc na Paryz. Ale zreszta - zdecydowanie najciekawiej jest spontanicznie podejmowac decyzje! Moze macie cos do polecenia po drodze? :)
18:20, nikolai.urtajew
Link Komentarze (13) »
środa, 02 września 2009
2.09.2009 - Italia, Monaco, France...
Bondziorno! Zyjemy, zyjemy. Jak u Was? U nas nocami 25 stopni, w ciagu dnia troch boimy sie spojrzec na termometr. Parno i duszno. Faktycznie troche sie nie odzywalismy, ale to glownie z braku Wifi. Z Grazu udalo nam sie wydostac po kilku dobrych godzinach lapania stopa. Wieczorem dotarlismy na jakas stacje przy autostradzie i tam spotkalismy Polakow, ktorzy podrzucili nas az pod wloskie Udine. Tam spedzilismy noc pod drzewkiem, a rano najpierw Wloszka zawiozla nas za Udine, a potem z wloskim malzenstwem przy muzyce klasycznej dojechalismy do Alessandrii, a wiec przejechalismy spora czesc Wloch wszerz. Zaczynalo sie sciemniac i bylo nam juz wszystko obojetne, gdyz i tak zrobilismy ok. 400km. Otwierajac trzecie piwo udalo nam sie jednak zlapac naszego zdecydowanie najciekawszego stopa. Na stacje podjechaly dwie stare nieduze ciezarowki, 20 letni Citroen i 30 letni Mercedes. Pierwszy przejechal obojetnie, ale w drugim drzwi otworzyl francuski cygan. Jak sie okazalo - wlasnie wracaja na dwa auta z podrozy po Europie (byli w Polsce - Krakow, Oswiecim, Slowacji, Czechach, Austrii, Wloszech). Samochod wygladal genialnie, pomalowany sprayem, a cygan o dzwiecznym imieniu Fridrick przez cala droge sluchal ostrego techno. Ciezarowka nie rozpedzala sie powyzej 80, ale takim starym wozem ostre zakrety pokonywalismy ze strachem w oczach. Fridrick byl jednak bardzo mily, podwiozl nas do samego San Remo, ale z wozu wysiedlismy jak przycpani - po muzycznym techno transie. Bylo juz pozno, camping byl zamkniety, wiec chcielismy przespac sie gdzies na plazy. W San Remo jednak przesladowal nas jakis lekko niedorozwiniety Arab o jakze oryginalnym imieniu - Sarem. Noc wiec praktycznie bez snu na lawce w centrum miasta. Wczesnym rankiem ruszylismy na camping, rozladowalismy sie i... zaczelismy kosztowac tanie wloskie wina. W blizej nieokreslonym terminie zasnelismy na basenie, a obudzil nas dopiero ratownik po zamknieciu basenu. Przez zmeczenie i zgubne wino bol glowy byl dosc meczacy, ale po ciezkim moim marudzeniu Roberto namowil mnie na wyjscie do miasta. Niestety - San Remo troche wymarlo - zadnych imprez, troche osob siedzialo po barach, ale na pytanie - Where is the party? - kiwali glowami - Not tonight. Wrocilismy, przespalismy sie i ruszylismy w trase... Wyjatkowo komunikacja miejska. Busem dojechalismy do granicy, potem pociagiem do Monaco - Monte Carlo. Troche sie pokrecilismy, zobaczylismy Casino, pozachwycalismy sie przejezdzajacymi autami i zwinelismy sie na stacje. Wlasnie dojechalismy do Cannes, siedzimy w kafejce internetowej. Dzis pewnie sie gdzies tu zdrzemniemy, a jutro plan by ruszyc do St. Tropez i tam posiedziec. Italiano, Monaco, France... :)

Wloszki sa naprawde gorace... San Remo.


Cyganska ciezarowka...


Monaco - Monte Carlo!


Urocze czeszkie widoki.


Wieden - Prater.


Don Roberto Pedallo nad basenem. Tu chodzi o drugi plan.



Pozdrawiamy! R&R!

18:08, nikolai.urtajew
Link Komentarze (10) »
niedziela, 30 sierpnia 2009
30.08.2009 - Graz
Wczoraj ciezko bylo zlapac stopa i noc spedzilismy przy stacji benzynowej na wyjezdzie z Wiednia. Zobaczlismy jednak park rozrywki na wiedenskim Praterze, Robert polatal na jakiejs wiezy, mi bylo niedobrze jak patrzylem z dolu... :D Dzis rano zabral nas austriacki student inyznierii sieci wodnych (?) (Marco) jezdzacy po Austrii w poszukiwaniu motoru dla siebie, choc jak sam mowi nie ma ani czasu ani kasy. Bylismy z nim w jednej wiosce - naprawde bardzo ladne widoki, piekne te wioski maja. Wywiozl nas do jakiegos centrum handlowego na obrzezach Grazu. Nie wyglada to zbyt ciekawie jako miejsce do lapania okazji, ale to sie jeszcze okaze. O ile owy student byl bardzo sympatyczny, Austriacy na drogach raczej obojetnie na nas spogladaja. Za to w Burger Kingu maja dwa stanowiska komputerowe z internetem. Idziemy zagotowac sobie wode na kawe i pewnie spadamy w trase, oczwyiscie jesli sie uda. (beznadziejne maja klawiatury - na miejscu Z jest Y i odwrotnie oraz rozne znaki specjalne sa w innych miejscach, wiec pisanie sprawia troche problemu :D) R&R.
13:36, nikolai.urtajew
Link Komentarze (16) »
 
1 , 2